Elementy i fragmenty

…coś więcej niż tylko część całości.

Muchy na płaszczyźnie

Osiemdziesiąt trzy procent dni w roku zaczyna się jednakowo: dzwoni budzik. Dźwięk ten wdziera się w ostatnie sny to spazmatycznym skrzekotem perforatora wyjściowego, to grzmiącym basem Fiodora Simeonowicza, to zgrzytem pazurów bazyliszka, dokazującego w termostacie. […]

Okno było szeroko otwarte, zobaczyłem ciemnobłękitne niebo, poczułem rześki wiosenny podmuch. Po gzymsie łaziły gołębie. Trzy muchy obijały się bezsilnie o szklaną amplę – widocznie pierwsze muchy w tym roku. Co jakiś czas zaczynały miotać się szaleńczo na wszystkie strony i wtedy, na poły we śnie, zaświtał mi genialny pomysł, że muchy pewnie próbują wyskoczyć z przechodzącej przez nie płaszczyzny. Zacząłem współczuć im z powodu tych beznadziejnych wysiłków. Dwie muchy usiadły na ampli, trzecia gdzieś znikła, a ja obudziłem się na dobre.

Arkadij i Borys Strugaccy, Poniedziałek zaczyna się w sobotę

Reklamy

Marzec 30, 2011 Posted by | Strugaccy | , , | Dodaj komentarz

Racjonalność racjonalizmu

Wszyscy jesteśmy naiwnymi materialistami – myślałem. – I wszyscy racjonalistami. Chcemy, by każde zjawisko zostało niezwłocznie wyjaśnione w sposób racjonalistyczny, to znaczy sprowadzone do garstki znanych już faktów. Nie ma w tym ani za grosz dialektyki. Nikomu do głowy nie przychodzi, że między znanymi faktami a jakimś nowym zjawiskiem może istnieć ocean Niewiadomego, i z miejsca uznajemy owo zjawisko za nadprzyrodzone, a zatem niemożliwe. Jakby, dajmy na to, mistrz Monteskiusz przyjął wiadomość o przywróceniu do życia człowieka zmarłego i to po upływie czterdziestu pięciu minut od zarejestrowanego zaniku akcji serca? Na pewno skoczyłby do oczu. Poszedłby, że tak powiem, na noże. Nazwałby to obskurantyzmem i zabobonem. O ile by w ogóle nie zlekceważył takiej wiadomości. Ale gdyby zdarzyło się to na jego oczach, znalazłby siew sytuacji nadzwyczaj kłopotliwej. Prawie tak, jak ja obecnie, z tym jednak, że ja jestem bardziej otrzaskany. A on musiałby albo uznać to zmartwychwstanie za szachrajstwo, albo negować własne odczucia, albo w najgorszym razie wyprzeć się materializmu. Raczej jednak uznałby za szachrajstwo. Niemniej do końca życia wspomnienie tej zręcznej sztuczki jątrzyłoby jego myśl na podobieństwo źdźbła w oku… My natomiast jesteśmy dziećmi innej epoki. Widzieliśmy już niejedno – żywą głowę psa przyszytą do karku drugiego żywego psa, sztuczną nerkę wielkości szary, martwą metalową rękę sterowaną przez żywe nerwy, a także ludzi, którzy mogą rzucić od niechcenia: „Ach, to było już po tym, jak umarłem po raz pierwszy…”. Tak, tak, w naszych czasach Monteskiusz niewiele miałby szans na pozostanie materialistą. A my jesteśmy materialistami i dobrze! Niekiedy bywa co prawda trudno – gdy przypadkowy wiatr przynosi do nas przez ocean Niewiadomego fantastyczne płatki z nie przejrzanych lądów Tajemnicy. Najczęściej zdarza się to wówczas, gdy człowiek znajduje nie to, czego szuka. Tylko patrzeć, jak w muzeach zoologicznych pojawią się dziwne zwierzęta, pierwsze zwierzęta z Marsa lub z Wenus. Oczywiście, że będziemy wytrzeszczać oczy i klepać się po biodrach ze zdumienia, ale przecież już od dawna na nie czekamy, jesteśmy świetnie do tego faktu przygotowani. O wiele większe zdumienie i rozczarowanie przeżylibyśmy, gdyby zwierzęta te nie istniały lub gdyby okazały się podobne do naszych kotów i psów. Nauka, w którą wierzymy (częstokroć ślepo), z reguły na długo przedtem przygotowuje nas do przyszłych cudów, a szok psychologiczny wywołuje w was jedynie zetknięcie się z czymś nieprzewidzianym – z jakąś dziurą w czwarty wymiar, z radiobiologią albo żywą planetą… Albo, powiedzmy, z chatką na kurzych nóżkach…

A. i B. Strugaccy, Poniedziałek zaczyna się w sobotę

Doskonały komentarz do intelektualnych wyczynów pseudoracjonalnego profesora Turskiego.

Luty 25, 2010 Posted by | Strugaccy | , , | Dodaj komentarz