Wielkość a próżność
- Więc naprawdę tak trudno wybrać?
- Gdyby nie to, sprawy byłyby o wiele prostsze.
- W takim razie – stwierdziła – spójrz na to z drugiej strony.
- Co masz na myśli?
- Nie pytaj, którego z nich wolisz, ale który może więcej dla ciebie zrobić.
Łyknąłem znakomitej zielonej herbaty. Sztorm przesunął się bliżej brzegu. Coś pluskało w wodach zatoczki.
- No dobrze – rzuciłem. – Pytam.
Pochyliła się i uśmiechnęła, a oczy jej pociemniały. Zawsze perfekcyjnie panowała nad swoją twarzą i figurą, zmieniając je tak, by odpowiadały jej nastrojom. Jest wyraźnie tą samą osobą, jednak czasem wygląda na młodą dziewczynę, kiedy indziej na dojrzałą, piękną kobietę. Zwykle jest czymś pomiędzy. Teraz jednak w jej rysach pojawiła się jakby ponadczasowość – nie tyle wiek, ile esencja Czasu – i nagle uświadomiłem sobie, że nie wiem, ile właściwie ma lat. Patrzyłem, jak po jej twarzy przesunęła się jakby zasłona starożytnej potęgi.
- Logrus – powiedziała – poprowadzi cię do wielkości.
Patrzyłem nieruchomo.
- Jakiej wielkości? – spytałem.
- A jakiej pragniesz?
- Nie pamiętam, żebym kiedyś pragnął wielkości samej w sobie. To tak, jakbym chciał być inżynierem zamiast coś zaprojektować. Albo być pisarzem zamiast pisać. Byłbym wtedy produktem ubocznym, nie rzeczą samą w sobie. To tylko zaspokaja próżność.
Roger Zelazny, Książę Chaosu (cykl Amber)
Brak komentarzy.